Mieszkamy w Gdańsku już prawie rok, odwiedziliśmy wielu znajomych, ale jakoś nie udało się spotkać z pewną daleką krewną Ani. Asia, bo o niej mowa, jest żoną Bartka, z którym widzieliśmy się na drugim końcu świata – w Melbourne.
Dziewczyny umówiły się wczesnym popołudniem u Asi w domu, ja miałem dojechać po pracy i już razem wybrać się na wystawę lodowych rzeźb nad Bulwarem Nadmorskim w Gdyni. Było strasznie zimno, padał mokry śnieg i na dodatek mocno wiało. Mam nadzieję, że zdjęcia nie są zbyt poruszone, bo ręce trzęsły mi się niemiłosiernie:
Bardzo fajnie nam się rozmawiało z Asią i jej dziećmi; Agnieszką i Michałem. Mieliśmy również niezły ubaw z ich kota, który nie dość, że wabi się Igrek
to schował się tak, że nikt nie mógł go znaleźć. W końcu jednak zauważyliśmy go, gdy przemykał z jednej kryjówki do drugiej. Nie udało mi się go sfotografować, ale w sieci możecie znaleźć wiele zdjęć „kota rosyjskiego niebieskiego”.
Pozdrawiamy serdecznie całą rodzinkę S!!!

Nam też miło było, a kot (imię z dokumentów to Y) jak to kot, wygląda tak:
Pozdrawiamy również